18 August 2014

Lava, lava, lava... hraun!

W zeszłym tygodniu spędziłam dość sporo czasu na łonie natury, w swoim żywiole! 

Wielu turystów odwiedzając Islandię trzyma się utartych tras, odwiedza miejsca łatwo dostępne i dość popularne. I oczywiście nie ma w tym nic złego, będąc w zupełnie nowym kraju przez krótki czas, tak na prawdę nie można doświadczyć wszystkiego, co dane miejsce oferuje. Wiele osób pod sam koniec podróży, siedząc już wygodnie w autobusie linii Reykjavik-Keflavik Airport lub spędzając ostatnie minuty w wynajętym samochodzie, deklaruje pragnienie powrotu do krainy wulkanów. Jest jednak coś zupełnie niepozornego, w zasięgu ręki każdego podróżującego poza granice Reykjaviku, o czym chciałabym napisać, jednak nie wiem czy potrafię. Chodzi mianowicie o obcowanie na polu lawowym. Hraun (isl.) = lawa.

Samo pojęcie pola lawowego jest dość rozległe, nie tylko z geologicznego punktu widzenia. Jednak niezależnie od wieku skał, stopnia ich erozji, czy nawet ilości flory i fauny która postanowiła się pośród nich rozwinąć, warto do lawowego królestwa zaglądnąć. Gdziekolwiek!
Polecam pochodzić po tych intensywnie porośniętych mchem, w który nasze stopy zanurzają się zupełnie, aż do momentu gdy nie możemy już oprzeć się pokusie wyłożenia się na nim i zamknięcia oczu na kilka minut, podczas których czas się zatrzyma. Młodsze lawy bywają bardziej zdradliwe i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się chciał na nich położyć; trzeba uważać gdzie i jak stawiamy stopę, bo wszystko pod nogami będzie się przemieszczać i nietrudno o uraz czy skręconą kostkę. Jest to jednak przeżycie jedyne w swoim rodzaju! 

W poniedziałek byłam w okolicach stoków narciarskich Bláfjöll, które o tej porze roku są nieczynne. Często jednak w okolicy spotkać można mieszkańców Reykjaviku z psami, którzy korzystają z dobrej pogody, lub osoby wybierające się do wejścia 'inside the volcano'. Þríhnúkagígur tworzą trzy wulkaniczne stożki, a wewnątrz jednego z nich znajduje się jedna z najnowszych atrakcji turystycznych kraju: komora magmowa, do wnętrza której zjeżdża się specjalnie przygotowanym wyciągiem. Wygląda to niesamowicie i, pomimo wysokiej ceny, wraz z kilkoma znajomymi mamy zamiar się tam wybrać w niedalekiej przyszłości.

Sjáumst!

Track to þríhnúkagígur leads from the skiing area through one of many lava fields on Reykjanes Peninsula.
hiking off the beaten path.
View from one of scoria cones, Reykjavik suburbs visible on the horizon.
pahoe-hoe lavas
Melted rock creates some beautiful patterns...
...and solidifies in many forms and colors!
On the way back to Bláfjöll skiing area, meeting a ptarmigan who seemed to be in a hurry... or just scared :)

29 July 2014

Polish goodies and Búrfellsgjá 'take 2'

Jeszcze jedno podejście do sfilmowania Búrfellsgjá, tym razem pogoda bardziej dopisała. Na koniec roku postaram się skleić te wszystkie mini-produkcje w jeden filmik podsumowujący 2014. 


Wybrałam się dziś w tamte okolice, a w drodze powrotnej zaglądnęłam w dwa miejsca. 
Numer jeden na liście był outlet Cintamani: islandzki sklep z odzieżą dla ludzi lubiących przebywać na świeżym powietrzu. Już jakiś czas temu upatrzyłam sobie na ich stronce koszulkę, niestety szybko się okazało że mojego rozmiaru akurat nie ma w sklepie. Kupiłam za to bardzo podobny tank top, również z motywem lecącej sowy, za 3500 ISK. Zwykle sowy na wszelkich nadrukach są w wersji biernej, siedzące i wypatrujące. Ta natomiast jest przepiękna, pomimo że nadruk nie jest najlepszy gatunkowo i już oczami wyobraźni widzę jak się nieestetycznie rozkrusza. Pozostaje pranie ręczne, I guess. Nieplanowany zakup to zwykły t-shirt 1990 ISK oraz ocieplacze na nogi w dość ciekawy wzór 1500 ISK (dla zainteresowanych: są jeszcze dwie wersje kolorystyczne, w odcieniach granatu oraz różu). 

Tank top Rósa, a t-shirt and leg warmers Thoroddsen from Cintamani.
Następnie zaglądnęłam do sklepu z polskimi produktami Mini Market, który znajduje się w dzielnicy Breiðholt. Na Breiðholt mi nigdy nie po drodze, więc gdy mam okazję i sobie za wczas przypomnę to podjeżdżam tam po barszcz czerwony i śledzie w sosie jogurtowym (nie było jogurtowych, więc do testowania wybrałam w sosie tatarskim). A przeglądając inne półki sklepowe zwykle w koszyku ląduje jeszcze kilka innych produktów, których, co dziwne, będąc w Polsce praktycznie nigdy nie kupuję. Tym razem były to mrożone uszka (do których mam bardzo małe oczekiwania) oraz ogórki kiszone. Dodatkowo krem nagietkowy Ziaja oraz ślicznie pachnący kremowe mydło pod prysznic o zapachu pomarańczy, czyli znów produkty których wcześniej nie używałam. 

 
Ktoś ciekaw cen polskich specjałów na obczyźnie? (przelicznik według aktualnego kursu na xe)
* śledzie w sosie tatarskim Lisner 497 ISK - 13.30 PLN 
* uszka z kapustą i grzybami Jawo 399 ISK - 10.70 PLN 
* ogórki kiszone Lutkiewicz 299 ISK - 8.00 PLN 
* barszcz czerwony Krakus 299 ISK - 8.00 PLN 
* kremowe mydło Ziaja 789 ISK - 21.20 PLN 
* krem nagietkowy Ziaja 299 ISK - 8.00 PLN 
* plastry z woskiem Joanna 587 ISK - 15.70 PLN
Warto? Warto! ;) 


Dodatkowo staram się jeszcze złapać ostatnie w dniu dzisiejszym promienie słońca. Wczoraj ukończyłam kolejny twór z islandzkiej wełny, został już wyprany i uformowany, i obecnie kończy schnąć na balkonie. 

Miłego wieczoru życzę! Sjáumst :)

22 July 2014

Catch Up and Time Lapse #2

Sporo czasu minęło od mojego poprzedniego wpisu, jak i sporo się działo w moim życiu prywatnym, o którym nigdy nie zamierzałam się zbytnio rozpisywać. Nadal nie jestem jeszcze na prostej ścieżce, ale chyba powoli na nią wychodzę. W międzyczasie blog został przeze mnie zupełnie zaniedbany i nie ma co się oszukiwać, ciężko nadrobić tę kilkumiesięczną przerwę. Poniżej prezentuję zupełnie wyrywkowe zdjęcia, pocykane w pierwszej połowie roku, między marcem a... 10 minut temu. 

Czas się poprawić, ot co :) 
Sjáumst!

Strokkur geysir in March.
Gullfoss semifreddo
Flight from Stockholm and some northern lights on board Icelandair aircraft! Good job Icelandair!!
road towards Icelandic highlands
The best tea-discovery in a long time. Had it in March for the first time, have it few times a week ever since!
My Easter this year was truly awful and not very festive. Ended up having a Easter Sunday take away from Saffran: my favorite Hamingjuhumarbaka and some nice organic red wine.
I won't exaggerate when admitting those hippo socks are over 10 years old. Don't really wear them much but they are perfect for a morning like this: sitting at my balcony doors, inhaling fresh air after a nigh-long storm and enjoying some spring sun on my face. still very cold though :)
Seltún geothermal field on Reykjanes Peninsula
Music selection for the trip and yummy olive-bread from a bakery in Hveragerði
Harbour at Heimaey
View from Eldfell
Skógafoss
fishy sculpture in Reykjavik
Lambagrass, pink oasis among lava fields of Reykjanes Peninsula
Linnuvegur and Langjökull
Svínafellsjökull
Reynishverfi beach, west of Vík í Mýrdal
last days of colorfull lupin in Búrfellsgjá
W międzyczasie postanowiłam nakręcić malutki time-lapse, tylko po to aby zaprezentować typową lipcową pogodę na Islandii. Niestety, podobnie jak w roku ubiegłym, nie jesteśmy zbytnio rozpieszczani. 



Gdy tylko post zostanie opublikowany to zabieram się za oglądanie nowego serialu, o którym tak na prawdę za wiele nie wiem. 'Scandal' poleciła mi dobra znajoma z Australii i dziś w pracy podrzuciła mi płytkę z pierwszym sezonem, który ma jedynie 7 odcinków. Wiem jedynie, że produkcja ma nieco polityczny charakter, a ponieważ bardzo spodobał mi się 'House of Cards' z Kevinem Spacey, to czemu nie spróbować czegoś o podobnej tematyce. Do płytki dołączona była butelka wina, gdyż w zeszłym tygodniu użyczyłam jej swoich czterech kółek. No to hop!


16 February 2014

Time lapse #1: Faxaflói bay and mount Esja

Wczoraj ze znajomą wybrałyśmy się na wystawę zatytułowaną ORKA: FØROYAR 5.2. Artyści przedstawili w ciągu 25 minut swoją wizję brzmienia Wysp Owczych. Dźwięki przez nich użyte to zapis fal sejsmicznych zarejestrowanych przez pięć instrumentów zlokalizowanych w różnych miejscach kraju. Do wzbudzenia fal użyto większych fragmentów skał uderzanych o ziemię, lecz w ruch poszły również młotki oraz wiertarka. 
W niewielkim pomieszczeniu zamontowano pięć projektorów, jeden na każdą z czterech ścian oraz piąty skierowany na sufit. Wyświetlany na nich był krótki wywiad z artystami, w którym opowiedzieli o swoim projekcie, jak i ujęcia zrealizowane podczas wzbudzania fal. Głośniki również rozmieszczono panoramicznie, a każdy z nich wydobywał równocześnie dźwięki uderzanych o skały przedmiotów jak i brzmienie fal sejsmicznych zapisane przez pięć instrumentów.
Bomba, niesamowite wrażenie które na pewno na długo zapamiętam. Prawdopodobnie spotęgowane faktem, że przysiadłyśmy na jednym z głośników a dudniące dźwięki o niskiej częstotliwości praktycznie poruszały naszymi zawieszonymi nad ziemią nogami :) Uwielbiam wszelkie instalacje, w których sztuka przeplata się z nauką.

W drodze powrotnej postanowiłam pocykać kilka zdjęć, gdyż akurat miałam ze sobą aparat. W dodatku mój blog powoli zaczął obrastać w pajęczynę, co stanowiło dodatkową motywację. I tak natchnięta, chyba nie samą wystawą ale również pięknym zachodzącym słońcem, wpadłam na pomysł regularnego nagrywania krótkich filmów rodzaju time-lapse. Pierwszy, nie do końca przemyślany, opublikowałam właśnie na platformie YouTube

Sjaumst! 
Karola  

Faxaflói bay on a cold February evening.

22 January 2014

Prjón #2 finally completed!

You saw me knitting in August, you saw me knitting in September. But the end of 2013 was so hectic that I only finished it in the beginning of January. Which means my sister got her Christmas present about two weeks late but she seemed very happy despite the delay :) 

In theory...
and in practice.

All the best in 2014! Gleðilegt nýtt ár!