23 November 2014

Advent calendar DIY

W ciągu ostatnich trzech dni każdą wolną chwilę spędziłam na pakowaniu prezentów. Mini prezentów. Dziesiątek mini prezentów! Już trzeci rok z rzędu kombinuję kalendarz adwentowy dla dzieciaczków w mojej rodzinie. W poprzednich latach obiecywałam sobie, że już więcej tego nie zrobię, bo przygotowanie go zajmuje niemiłosiernie dużo czasu. Ale po raz kolejny temat kalendarza adwentowego zaczął kwitnąć w mojej głowie już w okolicach sierpnia, powoli zbierałam różne drobiazgi, wierząc że w ten sposób ułatwię sobie sprawę w listopadzie. Ale mimo to najwięcej czasu spędziłam na samym rozdzielaniu słodkości i drobnych prezentów. Miałam nadzieję, że paczki uda mi się skompletować i wysłać jeszcze w tym tygodniu, niestety pakowanie zakończyłam dopiero wczoraj, sobotę rano.

Co znajduje się w środku? 
Wykorzystałam pomysł z poprzedniego roku i zakupiłam puzzle. Porozdzielałam wszystkie 60 elementów w taki sposób, aby odpakowując kolejne prezenciki można było stopniowo budować obrazek, który będzie kompletny w Wigilię. Dwa lata temu sama namalowałam puzzle, tym razem nie starczyło mi czasu. W niektórych sklepach można zakupić zupełnie białe puzzle, gotowe do malowania, i wtedy można prezenty jeszcze bardziej spersonalizować. W tym roku musiałam zadowolić się sklepowymi wyrobami. 
Będąc we wrześniu w Polsce, w jednym z krakowskich Tesco, kupiłam książeczki dla dzieci z szaradami oraz mnóstwem naklejek. Wybór padł na Żółwie Ninja i LEGO. Książeczki można łatwo porozdzielać i po kilka stron umieściłam w kopertach. Pozostałe naklejki porozdzielałam na inne dni miesiąca. Znalazłam również drobne breloki-odblaski do kurtek czy plecaków, kilka z nich znalazło się również w prezentach.
Oczywiście nie mogło zabraknąć słodyczy. Poza małymi czekoladami (piernikowa wersja Nizza, która pojawia się w sklepach przed świętami oraz miętowa Pipp, świetnie sprawdza się przy robieniu miętowej gorącej czekolady KLIK) znalazły się tam również lizaki, cukierki i żelki. Ważne aby były pojedynczo pakowane.

Do pakowania użyłam papieru ozdobnego (biały z Ikea, brokatowy ze sklepu Tiger), dodatkowo całkowicie oklejonego taśmą przezroczystą aby uniknąć kompletnej dezintegracji i chaosu w pudełku, następnie użyłam ozdobnego sznurka i spinaczy z numerkami (również z Tiger).
Skończone i gotowe do wysłania w poniedziałek! Ufff...

Work in progress, trying to distribute the calendar goodies among 24 day of December.
All packed, finally!
One of two surprise boxes, ready to be sent on Monday.

22 November 2014

Airwaves'14 + vlog

Drugi dzień festiwalu Airwaves okazał się małym niewypałem, gdyż na wybrane przez nas koncerty nie udało nam się wbić! Szkoda, bo bardzo chciałam zobaczyć Sóley na żywo. Skończyło się na wyjściu ze znajomymi na sushi, a w drodze powrotnej zahaczyliśmy o jedną knajpkę, gdzie akurat odbywał się niewielki koncert. Natomiast w trzeci dzień festiwalowy (8 listopada) udało mi się zobaczyć kilka fajnych występów, uwiecznionych na zdjęciach poniżej. 
Koncerty off-venue podczas festiwalu odbywają się w barach, restauracjach a nawet w sklepach przy głównej ulicy. Miejsca wewnątrz zazwyczaj jest niewiele, a dodatkowo na koncertach bardziej znanych artystów organizatorzy starają się mieć kontrolę nad ilością widzów, ze względów bezpieczeństwa. Spodziewam się że w przyszłym roku na festiwal przybędzie jeszcze więcej osób, dlatego na koncerty bardziej znanych artystów sugeruję przyjść dużo wcześniej. W sobotę wypatrzyłam koncert Ásgeir'a i przyznaję, że świetną decyzją okazało się przyjście na występ poprzedzający, gdyż inaczej nie zdołałabym wejść do budynku. 

Júníus Meyvant, muzyk pochodzący z islandzkich wysp Vestmannaeyjar, to moje tegoroczne festiwalowe odkrycie. Color Decay: niesamowicie przyjemny dla ucha utwór!

Teraz zastanawiam się nad kupnem biletów na kolejny festiwal, Sónar, który odbędzie się na początku przyszłego roku.

Rökkurró performing in the Nordic House
BlazRoca giving a radio interview at the Nordic Playlist Radio Bar.
Ásgeir at the Nordic Playlist Radio Bar.
Júníus Meyvant at Slippbarinn.




[ EDIT ]

Udało mi się poskładać kilka filmików z występów artystów, o których wspomniałam powyżej: 


06 November 2014

Airwaves'14

Festiwal Iceland Airwaves na dobre zagościł już w Reykjaviku, więc muzyka będzie rozbrzmiewać z wielu zakątków miasta aż do niedzieli. Pierwsze pojedyncze koncerty odbyły się już we wtorek, natomiast dziś (czwartek) festiwalowy rozkład jest już tradycyjnie zapełniony po brzegi. Jak zwykle postanowiłam skupić się na bardziej kameralnych koncertach, odbywających się w różnych kawiarniach, barach i hostelach, na które wstęp jest zawsze bezpłatny. Na koncerty odbywające się w Harpie bilety są bardzo drogie i zazwyczaj zostają dość szybko wykupione. 

Harpa concert hall downtown Reykjavik.
Dziś udało mi się zobaczyć tylko jeden koncert, ale za to bardzo dobry. Zespół Valdimar zagrał w barze Slippbarin przy hotelu Icelandair w portowej części miasta, i wykonał 6 kawałków z trzech dotychczas wydanych albumów. Ostatni krążek pojawił się w sprzedaży kilka tygodni temu i obecnie stale młóci go mój samochodowy odtwarzacz. 
Najnowszy singiel wydany przez zespół: Læt það duga (YouTube). 

Valdimar at Slippbarinn tonight.
Off-Venue Schedule [format pdf: kto, gdzie i kiedy gra w ten weekend]

W drodze do domu zahaczyłam o moją obecnie ulubiona restaurację Gló i wzięłam na wynos zupę z brokułów i szparagów, pycha! (1150 ISK).

Take away soup from Gló. On the screen: another EVE Online youtube video. Yes, I am a gamer!

29 August 2014

Er eldgos? JÁ!

Czy to już erupcja? TAK!


Tuż po północy pojawiły się fontanny lawy wzdłuż jednej z nowo-powstałych szczelin na północ od lodowca Dyngjujökull, w obrębie pola lawowego Holuhraun. Islandzkie Biuro Meteorologiczne podaje godzinę rozpoczęcia erupcji 00:02! 

Jak tu iść spać skoro tak fascynujące rzeczy dzieją się tuż tuż...
Najgorsze jednak to fakt, że wylatuje dziś z Islandii i wracam dopiero w połowie września :( oby do tego czasu erupcja jeszcze trwała!

kamerka internetowa w okolicach lodowca Dyngjujökull, zrzut z ekranu wykonany o 4:07 rano. 
Pierwsze obrazy z kamery internetowej pokazujące rozżarzone fontanny lawy zostały złożone w time-lapse i opublikowane tutaj.

18 August 2014

Lava, lava, lava... hraun!

W zeszłym tygodniu spędziłam dość sporo czasu na łonie natury, w swoim żywiole! 

Wielu turystów odwiedzając Islandię trzyma się utartych tras, odwiedza miejsca łatwo dostępne i dość popularne. I oczywiście nie ma w tym nic złego, będąc w zupełnie nowym kraju przez krótki czas, tak na prawdę nie można doświadczyć wszystkiego, co dane miejsce oferuje. Wiele osób pod sam koniec podróży, siedząc już wygodnie w autobusie linii Reykjavik-Keflavik Airport lub spędzając ostatnie minuty w wynajętym samochodzie, deklaruje pragnienie powrotu do krainy wulkanów. Jest jednak coś zupełnie niepozornego, w zasięgu ręki każdego podróżującego poza granice Reykjaviku, o czym chciałabym napisać, jednak nie wiem czy potrafię. Chodzi mianowicie o obcowanie na polu lawowym. Hraun (isl.) = lawa.

Samo pojęcie pola lawowego jest dość rozległe, nie tylko z geologicznego punktu widzenia. Jednak niezależnie od wieku skał, stopnia ich erozji, czy nawet ilości flory i fauny która postanowiła się pośród nich rozwinąć, warto do lawowego królestwa zaglądnąć. Gdziekolwiek!
Polecam pochodzić po tych intensywnie porośniętych mchem, w który nasze stopy zanurzają się zupełnie, aż do momentu gdy nie możemy już oprzeć się pokusie wyłożenia się na nim i zamknięcia oczu na kilka minut, podczas których czas się zatrzyma. Młodsze lawy bywają bardziej zdradliwe i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się chciał na nich położyć; trzeba uważać gdzie i jak stawiamy stopę, bo wszystko pod nogami będzie się przemieszczać i nietrudno o uraz czy skręconą kostkę. Jest to jednak przeżycie jedyne w swoim rodzaju! 

W poniedziałek byłam w okolicach stoków narciarskich Bláfjöll, które o tej porze roku są nieczynne. Często jednak w okolicy spotkać można mieszkańców Reykjaviku z psami, którzy korzystają z dobrej pogody, lub osoby wybierające się do wejścia 'inside the volcano'. Þríhnúkagígur tworzą trzy wulkaniczne stożki, a wewnątrz jednego z nich znajduje się jedna z najnowszych atrakcji turystycznych kraju: komora magmowa, do wnętrza której zjeżdża się specjalnie przygotowanym wyciągiem. Wygląda to niesamowicie i, pomimo wysokiej ceny, wraz z kilkoma znajomymi mamy zamiar się tam wybrać w niedalekiej przyszłości.

Sjáumst!

Track to þríhnúkagígur leads from the skiing area through one of many lava fields on Reykjanes Peninsula.
hiking off the beaten path.
View from one of scoria cones, Reykjavik suburbs visible on the horizon.
pahoe-hoe lavas
Melted rock creates some beautiful patterns...
...and solidifies in many forms and colors!
On the way back to Bláfjöll skiing area, meeting a ptarmigan who seemed to be in a hurry... or just scared :)